„…oczywiście grali w przerwach między modlitwami.”
- Recenzja książki „Epitafium na śmierć rock’n’rolla” Franciszka Walickiego
i z komentarzy:
(…)
Ach ci prześladowani, rozstrzeliwani bigbeatowcy…Panie Borysie, niech pan dobrze sprawdzi z którego wieku pochodzi cytat gdańskich rajców o „wygibasach”. Komuna tak tępiła bigbeat, że przy każdym zakładzie otwierała klub młodzieżowy. W Gdańsku np. stoczniowy „Ster”, „Akwen”, „Rudy Kot”, „Gzyms”, „Lastadia”, „Na poddaszu”, „Za rogiem”, „Sezam”, „Żak” a w każdym klubie, na przeważnie klubowym sprzęcie grał zespół beatowy; „Tony”, „Czerwone Gitary”, „Atole”, „Pięciu”, „Akcenty”… oczywiście grali w przerwach między modlitwami. Koncerty „The Animals”, „The Rolling Stones”, „The Hollies” i polskich kapel itd były tajne i odbywały się np. w tajnej hali stoczni gdańskiej. Ale jak tu napisać prawdę…
Gitara basowa




